Kozi Dryngiel

Nie obstając przy niczym upadniesz od byle czego

Czas katastrofy samolotu TU-154M

31 komentarzy

Na dzień dzisiejszy, oficjalnie samolot Prezydenta Polski rozbił się pod Smoleńskiem o godzinie 10:56 czasu moskiewskiego. Nieoficjalnie, istnieje kilka wersji czasu katastrofy, z najbardziej prawdopodobną wersją wskazującą na 10:40. Przypuszcza się, że o 10:56 na lotnisku włączono syreny alarmowe, co mogło zostać pomyłkowo przyjęte za „czas wypadku”.

W pierwszych doniesieniach radiowych i telewizyjnych nie podawano czasu katastrofy. Później mówiono, że katastrofa miała miejsce „około godziny 11:00”. Pierwsza oficjalna wersja – 10:50. Druga i ciągle obowiązująca – 10:56.

Nowaja Gazeta doniosła, że wypadek miał miejsce o 10:42. Inna informacja pojawiła się w rosyjsko-języcznym BBC Service, gdzie powtórzono za agencją Reuters cytat wypowiedzi naocznego świadka Siergeja Kiszana, według którego samolot rozbił się „około 10:40”. Lokalni internauci podawali godzinę 10:42 (portal Forum Smoleńsk) na podstawie zarejestrowanych rozmów z użyciem telefonów komórkowych.

Według doniesienia TVN24, „O godzinie 8.20 – Lech Kaczyński z telefonu satelitarnego z pokładu rządowego Tu-154 dzwoni do swojego brata. Prezydent mówi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że za chwilę, za 15-20 minut – wylądują”. – (Źródło)

Jednak najściślejsza i najbardziej wiarygodna informacja o czasie katastrofy została uzyskana od smoleńskiego zakładu energetycznego. Elektrownia ta nieustannie monitoruje sieć elektryczną na swoim terenie. W przypadku awarii na jakiejkolwiek linii, linia ta jest automatycznie blokowana, włącza się alarm, i wydarzenie to zostaje automatycznie zarejestrowane z dokładnością co do sekundy. Według rekordów elektrowni w Smoleńsku linia, którą zerwał TU-154M na 3 do 5 sekund przed rozbiciem się, została uszkodzona o godzinie 10:39:35. To znaczy, że samolot Kaczyńskiego rozbił się nie później niż o godzinie 10:40.

— (Powyższe informacje pochodzą z opracowania Siergeja Amelina (wersja rosyjska) (wersja angielska) opublikowanego na łamach Smoleńsk Blog. Według Siegeja Amelina, informację tą można uzyskać od zarządu zakładu energetycznego w Smoleńsku, którego reprezentanci byli obecni na miejscu katastrofy i oficjalnym protokółem zgłosili ten fakt służbom dochodzeniowym.) —

Innym (trochę wcześniejszym) żródłem oficjalnej wersji czasu katastrofy była odprawa premiera Rosji W.Putina z rosyjskimi dygnitarzami, która odbyła się na terenie lotniska Severnyj w Smoleńsku  w dniu 10 kwietnia 2010 roku o godzinie 11:00 wieczorem. Pełny transkrypt z tej odprawy opublikowany został na oficjalnym portalu rządu Federacji Rosyjskiej – (wersja rosyjska) (wersja angielska).

Podczas tej odprawy, minister Shoigu zameldował premierowi Putinowi: „Samolot zniknął z radaru o 10:50″. Według Shoigu, akcja ratownicza rozpoczęła się o 10:51.

Dalej Shoigu melduje: “Pożar ugaszono o 11:01″. Od razu widać, że to byłoby niemożliwe, gdyby samolot rozbił się o 10:56. W dodatku, jest wysoce nieprawdopodobne, aby wypadek zdarzył się o 10:50, służby ratownicze powiadomiono o 10:51 i straż pożarna była w stanie dojechać na lotnisko, znależć miejsce wypadku, przygotować sprzęt i ugasić pożar płonącego samolotu do 11:01.

Następna kwestia:

W czasie tej samej odprawy, Premier Putin zwrócił się do Gregory Poltavchenko:

Putin: “Na polecenie Prezydenta Medvedeva, rosyjska delegacja pod przewodnictwem przedstawiciela Prezydenta Medvedeva, Gregorego Poltavchenko, była (w tym czasie) na lotnisku żeby powitać polskiego Prezydenta i towarzyszące mu osoby. Panie Poltavchenko, znaczy to, że pan był świadkiem wypadku. Według pana, co się stało, co pan widział, kiedy dotarł pan na miejsce wypadku? Rozumiem, że był pan jednym z pierwszych na miejscu wypadku.”

Gregory Poltavchenko: “To prawda. Gubernator Sergei Antufyev, ja i członkowie delegacji czekaliśmy na wylądowanie samolotu. /… / Praktycznie, nie słyszeliśmy zbliżającyego się samolotu, nie słyszeliśmy silników. Potem było uderzenie i dziwne hałasy, które nie brzmiały jak rozbijający się samolot. Powiedziano nam, że samolot rozbił się przy lądowaniu. Dotarliśmy na scenę wypadku dosłownie w trzy minuty.”

Putin: “Byliście na miejscu wypadku w ciągu trzech minut?”

Gregory Poltavchenko: “W trzy minuty.”

Wygląda na to, że Gregory Poltavchenko sam usłyszał wypadek jeszcze przed jego potwierdzeniem. Trzy minuty później był już na miejscu wypadku. Nie może tu być mowy o jakimś przesunięciu w czasie między wersją Shoigu i wersją Poltavchenki. Obaj uczastniczyli w tej odprawie i obaj słyszeli co zostało powiedziane. Poltavchenko nie zakwestionował wersji Shoigu, według której samolot „zniknął z radaru o 10:50”.

Biorąc pod uwagę najbardziej prawdopodobny czas wypadku (10:40) oraz wypowiedzi Shoigu i Poltavchenki, transkrypt z tej odprawy wyraźnie wskazuje na poważne nieścisłości dotyczące czasu katastrofy  a także na poważne rozbieżności między dwoma różnymi wersjami oficjalnymi i wersją najbardziej prawdopodobną.

Dokładne ustalenie czasu wypadku jest bardzo istotne.

  • Barkuje rozliczenia z 10 minut (lub 16 minut) między dwoma różnymi „oficjalnymi” wersjami czasu katastrofy (10:50 i 10:56) a potwierdzonym czasem „najbardziej prawdopodobnym” (10:40). Dziesięć (lub szesnaście) minut różnicy w czasie tworzy dość znaczną lukę czasową. Co się w tym czasie działo na miejscu wypadku musi zostać wyjaśnione.
     
  • Po drugie, taka różnica w czasie przybliża możliwość równoczesnej obecności nad lotniskiem dwóch samolotów, polskiego TU-154M i rosyjskiego IŁ-76. Przypomnieć należy fakt, że w Komunikacie Prokuratury Generalnej i Naczelnej Prokuratury Wojskowej z dnia 29 kwietnia 2010 roku wyraźnie stwierdzono iż polskie organa dochodzeniowe (w dniu 29 kwietnia) nie posiadały jeszcze konkretnych dowodów na ustalenie dokładnego czasu odlotu IŁa-76 i dokładnego czasu nieudanej próby lądowania TU-154M (czasu katastrofy).
     
    W dniu 12 kwietnia 2010, Gazeta Prawna opublikowała dwa szkice pokazujące przebieg lotu samolotu TU-154M z Warszawy do Smoleńska. Na jednym z nich jest informacja: „Kontrolerzy lotów ze Smoleńska odmawiają zgody na lądowanie rosyjskiemu iłowi-76… o godzinie 8:40” (czasu polskiego). Dokładnie w tym samym czasie rozbija się TU-154M.
     
    Jest więc możliwe, że mit o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania samolotu TU-154M i o jego rozbiciu się o godzinie 10:56 został stworzony po to, żeby uwiarygodnić fałszywą wersję wydarzeń, według której IŁ-76 odleciał z okolicy lotniska w Smoleńsku długo przed przybyciem TU-154M. Dziś mówi się o „kilkudziesęciu minutach” – co jest absolutnie sprzeczne z orginalnymi doniesieniami.
     
  • Po trzecie, najbardziej prawdopodobna (choć jeszcze nieoficjalna) wersja, według której polski samolot TU-154M rozbił się o 10:40 czasu lokalnego, mogła by też wyjaśnić kwestię tajemniczego „urwania się” komunikacji radiowej między załogą samolotu JAK-40, który wcześniej wylądował w Smoleńsku z polskimi dziennikarzami, a załogą TU-154M. Według wcześniejszych doniesień, ta komunikacja urwała się „10 minut przed katastrofą”.
     
  • Po czwarte, przyjęcie za czas katastrofy godziny 10:40 stawia w nowym świetle stwierdzenie ministra Shoigu, według którego samolot „zniknął z radaru o 10:50”. Ponieważ nie mógł on zniknąć z radaru 10 minut po rozbiciu się, pozostaje do wyjaśnienia możliwość, że samolotem, który zniknął z radaru nie był TU-154M. Jedynym innym samolotem, który mógł zniknąć z radaru w tym czasie był rosyjski IŁ-76.
Advertisements

Written by jeec

1 maja 2010 @ 12:21 pm

komentarzy 31

Subscribe to comments with RSS.

  1. Oficjalny komunikat Komisji Lotniczej na temat momentu katastrofy: 08:41 i 6 sekund. Wczoraj w konferencji live podał tę ostateczną wiadomość akredytowany Edmund Klich. To koniec działania wszystkich urządzeń na samolocie.
    Rzeczywiście fakt ten nie współgra z momentem zerwania 280 m dalej linii elektrycznych o 8:39 i 35 sekund. Samolot nie mógł pokonać 280 m w ciągu 1 minuty i 31 sekund, chyba że stracił prędkość do 3 m/s.
    Mógł wytracić prędkość do tego stopnia?

    W oparciu o skrzynki wiadomo mi, że piloci nie zauważyli, że zahaczają o korony drzew itp. Mgła musiała być potężna.

    fifi

    8 maja 2010 at 12:59 pm

  2. Elektrownia zarejestrowała zerwanie linii elektrycznej o 10:39:35 czasu moskiewskiego. Od przerwanej linii elektrycznej do miejsca upadku samolotu jest nie więcej niż 280 metrów. (Prawdopodobnie 278 m w prostej linii.) Przy 70 m/s lot w prostej linii zająłby 3,97 s. Być może leciał trochę wolniej i nie leciał w prostej linii – ścięte gałęzie drzew wskazują, że leciał łukiem, najpierw wznosząc się w górę, a potem gwałtownie w dół. Więc mogło być między 3 – 5 sekund, co ustala czas upadku na nie później niż 10.40 czasu moskiewskiego.

    Tu są dane, na podstawie których te fakty zostały ustalone:
    Pas startowy lotniska ma 2500 metrów. To daje możliwość oceny innych odlęgłości względem długości pasa.
    Brzoza, która uszkodziła lewe skrzydło jest około 375 metrów od miejsca upadku. Odłamana część skrzydła spadła na ziemię około 120 metrów od brzozy, (mogła nie oderwać się od razu, lecz trochę później).

    Źródła:

    – Zdęcia i info tutaj: http://smolensk.ws/blog/176.html
    https://kozidryngiel.files.wordpress.com/2010/04/map3.png – (2.64 MB)
    https://kozidryngiel.files.wordpress.com/2010/05/skrzydlo.png – (9 MB)

    autor

    8 maja 2010 at 2:23 am

  3. Bardzo ciekawe obliczenia, ja swoje zrobiłem już po katastrofie, http://przyszloscwprzeszlosci.info/teraniejszo/73-teorie-spiskowe/1709-sawomir-winiewski-widzia-ludzi-z-fimu-andrija, dalej są różnice czasowe. Jeżeli elektrownia podała czas awarii 08:39:35 to do katastrofy z oficjalnych podań 8:41 (wg Tuska y zatrzymania sie przyrządów) mamy 1minuta i 25 s. założymy że prędkość samolotu wynosiła 70m/s to droga jaką w tym czasie mógł przebyć samolot wynosi 5950 metrów, a uszkodzone przewody znajdują się w odległości ok 600 metrów. Jeżeli nie Tutka zerwała przewody to kto?

    Blad

    7 maja 2010 at 11:42 am

  4. Myślę, ze jest jeszcze jeden niezmiernie istotny wątek. Warto, ba, trzeba zobaczyć, to co zamieściłam poniżej ze źródeł rosyjskich – jest to osobny wątek śledztwa, gorąco polecam. Jeśli tak się rzeczy mogły mieć, gdy nasz tupolew stracił wysokość, nic dziwnego, że Rosja się wstydzi i będzie utajniać wnioski.

    Otóż, jak wiemy, rosyjscy kontrolerzy lotów zarzucili pilotom, że mieli kłopoty z językiem rosyjskim. To znaczące. Oburzyło nas, ale wyjaśniło się, ze pilot znał zarówno angielski jak rosyjski.Tymczasem kij ma dwa końce, bowiem okazało się, że prawdopodobnie rosyjska obsługa naziemna miała kłopoty z rozumieniem angielskiego!!! Pytali po rosyjsku, skoro angielskiego już zabrakło? Czegoś chcieli się dowiedzieć, ale nie rozumieli pilota, ten walił po angielsku i opiat’…. klasyka: jeśli dzieje się coś dziwnego, nie wystarcza rutynowe podawanie parametrów i potwierdzanie. Czy pilot mógł alarmować o czyms, może w związku z tym nieszczesnym Ił-76. Czy kontrolerzy pytali w j. rosyjskim, lub łamanym angielskim, pilot próbował opanować sytuację w kokpicie i zrezygnował z pogaduszek, sytuacja się pogarszała (około 2 minut trwał spadek wysokości i pierwsze koszenie czubków drzew).

    Do czego zmierzam:
    Media rosyjskie o tym huczały kilka dni po katastrofie smoleńskiej, na lotniczych forach rosyjskich trwała dyskusja pilotów. Pojawił się zarzut, że kontroler nie rozumiał komunikatów alarmowych. Inni bronili biedaka. Coś jest na rzeczy z obsługą naziemną (przypomnę, że po katastrofie obsługa uciekła i musiała ich łapać milicja).

    Szczegółowo sprawę poruszył rosyjski kanał 5 TV, podając przykład niedawnego lotu szwajcarskiego nad Petersburgiem, kiedy to rosyjskie lotnisko nie potrafiło zrozumieć komunikatu-alarmu z pokładu o uderzeniu w ptaki, o kłopotach z silnikami, o wyłączeniu silników, o potrzebie straży pożarnej na dole. Kontroler nie wiedział o co biega.Zadawał pytania po angielsku, których nie mógł zrozumieć Szwajcar. Analogiczna sytuacja chyba być może miała miejsce w Smoleńsku – nie bez powodu taka burza lotnicza teraz w Rosji. To jest niezależne od praprzyczyny spadku wysokości, ale baaaardzo ważne.
    Rosyjskie źródło:
    Spora relacja TV w sprawie Smoleńsk a komunikacja niebo-ziemia i niżej na tym forum jest zapis youtubowy całej rozmowy załogi Swiss z Petersburgiem. Karygodne błędy i brak znajomości angielskiego na podstawowym poziomie.

    http://www.yaplakal.com/forum28/topic274618.html

    Jestem zdumiona i tym bardziej widzę, że w sytuacji awaryjnej w Smoleńsku mogło to zaważyć na losach Tu-154.

    fifi

    5 maja 2010 at 11:25 pm

  5. Pierwszego maja wysłałem następujący email do pięciu redaktorów Gazety Prawnej:

    ” – Prośba o wyjaśnienie i pomoc –
    Drogi Panie Redaktorze / Pani Redaktor,
    Zwracam się z ogromną prośbą o pomoc w ustaleniu natępujących szczegółów:
    W dniu 12 kwietnia 2010, Gazeta Prawna opublikowała dwa szlice graficzne zamieszczone w lewej części strony tutaj:
    http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/412739,trzy_hipotezy_katastrofy_w_smolensku.html
    Na jednym z nich jest informacja, według której “kontrolerzy lotów ze Smoleńska odmawiają zgody na lądowanie rosyjskiemu iłowi-76… o godzinie 8:40″ (czasu polskiego).
    Jeśli to możliwe, bardzo proszę o pomoc w odnalezieniu orginalnego źródła tej informacji.
    Z góry dziękuję za pomoc w tej sprawie,
    /…/ L.B.”

    Jak kamień w wodę. Do dziś czekam na odpowiedż.

    autor

    5 maja 2010 at 8:11 am

  6. mam pewną wiadomość, że analogiczne rozważania o równoczesnym kursie obu samolotów i roli IŁ-76 wprowadził internauta Bolesław Bolesławski na wielu forach rosyjskich, również smoleńskim. Wpisy zniknęły po około 1 godzinie.
    „Hipotezę o kursie kolizyjnym przedstawiłem na forach rosyjskich – i nie tylko tych ze Smoleńska. Moje wpisy zniknęły zewsząd po około 1 godzinie. Komu i dlaczego puściły nerwy?” – pisze internauta w komentarzu.
    Link: http://kataryna.salon24.pl/175946,katastrofa-smolenska-ciekawa-hipoteza

    fifi

    4 maja 2010 at 8:57 pm

  7. Króciutki komentarz do precyzji podawania czasu katastrofy: ja wyslałem poprzedni komentarz do „kozidryngiel” o godz. 22.46 polskiego czasu, a na stronie „kozidryngla pokazał się on o „8.43 PM. Teraz mój zegarek na komputerze wskazuje 22.50, a na wpisie na „kozidrynglu” pokaże się … proszę popatrzeć!

    Gasienica

    4 maja 2010 at 8:51 pm

  8. Czyżby amerykański satelitarny system naprowadzania samolotów okazał się bardziej zawodny od „przestarzałego” rosyjsko-radzieckiego?

    13.20 Rosyjscy i polscy eksperci w USA ws. katastrofy

    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,7841003,Rosyjscy_i_polscy_eksperci_udali_sie_do_USA_ws__katastrofy.html

    Przedstawiciele Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i specjaliści z Polski, wyjaśniający przyczyny katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem, udali się do USA, gdzie wspólnie z amerykańskimi ekspertami zbadają niektóre urządzenia z rozbitej maszyny.

    Poinformowała o tym agencja ITAR-TASS, powołując się na źródło w MAK. – Rosyjscy i polscy eksperci, którzy udali się do Stanów Zjednoczonych, wspólnie ze specjalistami Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu USA (NTSB) zbadają system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią TAWS i system nawigacji satelitarnej GNSS z samolotu Tu-154M w amerykańskich zakładach, które je wyprodukowały – przekazał rozmówca rosyjskiej agencji.

    ITAR-TASS podała też, że rosyjscy i polscy specjaliści przesłuchują w MAK przybyłych z Polski dowódców eskadry i samolotu Jak-40, który wylądował na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku przed katastrofą maszyny prezydenckiej.

    MG Z tego co podaje blog „Smolensk” wynika, że do ok. kilometra przed początkiem lotniska TU 154 leciał w idealnej linii pasa startowego, ale był przesuniety o 50 m na lewo od jego osi. Czy przypadkiem nie było to:

    1. niedopatrzenie w kalibracji GPS (GNSS), względnie
    2. satelitarne u(nie)ruchomienie jakiegoś „chipa” w tym urządzeniu,
    3. inna usterka tego hi-tech systemu.

    To samo pytanie odnośnie TAWS: „normalnie” tak wyposażony samolot, mający „wpisany w komputer” profil wysokościowy terenu nad którym ma przelecieć przed lądowaniem, winien trafić na początek pasa startowego, we mgle i w nocy Z DOKŁADNOŚCIĄ DO 1 METRA, tak jak te latające bomby, które trafiały w budynki Ministerstwa . Obrony Jugosławii w Belgradzie w kwietniu1999 roku.

    Dlaczego zatem ta peregrynacja do NTSB USA po info nt. ew. usterek GNSS i TAWS? Czyżby amerykański hi-tech satelitarny system naprowadzania okazał się bardziej zawodny od „przestarzałego” rosyjsko-radzieckiego?

    Przy okazji, pokazany w polskiej TV gubernator Smoleńska powiedział, że na jego zegarku było dokładnie 8.38 gdy usłyszał wybuch akompaniujący katastrofie polskiego TU 154.

    Gasienica

    4 maja 2010 at 8:43 pm

  9. To, że już tego samego dnia refutowałem me własne przypuszczenie, że TU154 i IŁ 76 nadlatywały jednocześnie na lotnisko z dwóch przeciwnych stron, wyraziłem w nastepujący sposób:

    Gasienica, w dniu 2 Maj 2010 @ 1:49 pm Powiedział:

    … Gdyby – jak ja to przed godziną postulowałem – nieudane lądowanie IŁ 76 wpłynęło na zmianę kursu polskiego TU 154, to osoby na lotnisku usłyszały by huk katastrofy około w minutę po nieudanej próbie lądowania IŁ-a. Na pewno powstały by u nich tych zjawisk skojarzenia. Ale polscy piloci JAK 40 takich skojarzeń nie poczynili. Co zaprzecza (autora i mej własnej) hipotezie o równoczesnej próbie lądowania obu samolotów.

    Co więcej, w ogólnym emailu, rozesłanym do mych korespondentów 15 kwietnia, przytaczam opinię rosyjskiego instruktora pilotażu, o koniecznym „niedouczeniu” mającego tylko 36 lat polskiego pilota. Ta „rosyjska fachowa” opinia dokładnie pokrywa się z „francuską fachową” opinią, przytoczoną przeze mnie wczoraj na tym portalu: „pilot (wyszkolony jako wojskowy) obniżył lot poniżej linii nalotu gdyż „szukal ziemi .. i ją znalazł”:

    (Mój tekst z 15 kwietnia): ” prawdopodobny ciąg zdarzeń w ten sposób przedstawił doświadczony pilot rosyjskiego lotnictwa cywilnego Wasilij Wasilijewicz Erszow. Tłumaczę z rosyjskiego istotne fragmenty jego emaila, dostępnego w całości na portalu http://codziennik.prawdy.salon24.pl/170609,tu-22-stoi-za-katastrofa:

    „(Polski) pilot, który zginął, miał wylatanych 3500 godzin (jego ojciec mówi, że 1950 godzin), z tego część on latał na Jak 40, a część (jeśli wierzyć mediom) jako „szturman’ (drugi pilot?) na TU 154 i następnie został dowódcą i (jeśli znowu wierzyć mediom) jako pierwszy pilot on miał przelatane tylko 200 godzin. I takiemu niedoukowi (choćby utalentowanemu) pozwolili wozić prezydenta! I ten wojskowy pilot gdzieś to nabrał doświadczenia lotów na skomplikowanym liniowcu, w nie znanych mu systemach nawigacyjnych, podobnych tym jakie były w Smoleńsku? I ogólnie – jakież on miał doświadczenie w lataniu w złożonych warunkach meteorologicznych? Ja takiego doświadczenia nabierałem przez lata, w setkach złożonych podejść na rozmaite lotniska. A gdzie on zdobywał to doświadczenie? W rezultacie on (Protasiuk) dopuścił się zarozumiałego, szkolnego i prymitywnego błędu: szukał (kontaktu z) ziemią poniżej wysokości przyjętego zadania. I znalazł go.”

    Pilot rosyjski dodaje, że sam zaczął latać na TU 154 w wieku 35 lat mając już 9000 godzin wylatane na trzech innych typach samolotów i jako drugi pilot wylatał 1500 godzin zanim zaczął latać jako pierwszy pilot. Starzy (rosyjscy) piloci mówili mu „żeby bał się, bał się latać aż będzie miał wylatane tysiąc godzin”. W. W. Erszow wskazał na ważny szczegół lotniska w Smoleńsku, który zmylił pilota, szczegół dobrze widoczny na mapkach okolic lotniska: mianowicie 200 metrów po lewej stronie pasa startowego, wysunięty aż na 500 metrów przed jego początek, znajdował się duży „peron” (wybetonowane pole), na którym samoloty przygotowywały się do odlotu. Od niego biegła szeroka taśma betonu, równoległa do właściwego pasa startowego. W ograniczonej widoczności do 400-500 metrów pilot wziął ten „peron” i biegnącą odeń super-szeroką drogę, za właściwy pas startowy i dopiero gdy na tym „peronie” odsłoniły się zaparkowane tam samoloty, zorientował się, że popełnił błąd (Patrz mapka na przykład w artykule” Samolot z prezydentem rozbił się w Smoleńsku”, na portalu http://www.prawda2.info strona 29; na innych portalach jest nawet zaznaczony moment w którym TU 154, nalatujący dokładnie na właściwy pas startowy, skręcił w lewo, w kierunku tego, wysuniętego 500 metrów przed pas startowy, betonowego „peronu”)

    6. Dodatkowa informacja o tym co się stało następnie, już przedwczoraj (12.04) pojawiła się w „Gazecie Wyborczej”i: „Agencja RIA Nowosti, powołując się na anonimowego informatora (to był rosyjski koordynator prac nad „czarnymi skrzynkami”- MG), pisze, że piloci samolotu prezydenckiego mieli możliwość uratowania maszyny. – Schodząc do lądowania we mgle, piloci szli prosto na pas startowy. Ale mieli wrażenie, że na niego nie trafią. W tej chwili kapitan popełnił fatalny błąd. Dodał gazu i jednocześnie starał się podnieść maszynę i skręcić. Skutek był taki, ze zaczepił skrzydłem o drzewo. Gdyby pilot, dodawszy gazu, nie zmienił kursu, tylko podnosił maszynę, to miałby szansę na unikniecie katastrofy – ocenił rozmówca agencji.”

    Gasienica

    4 maja 2010 at 8:23 am

  10. Wróblewski z GW pisze 19 kwietnia:

    „Jednak ze źródeł rosyjskich dowiadywaliśmy się kolejno, że: – przed lądowaniem tupolewa lotnisko w Smoleńsku nie dało zgody na lądowanie Iła-76 z żołnierzami Rosyjskiej Służby Ochrony”.

    „Źródla rosyjskie” od pierwszych minut budowały legendę o szarży polskich pilotów, mgle itp. Nieprzypadkowo Putin na slynnej konferencji podkreśla pytaniami do swoich urzedników własnie tę wersję:

    Igor Levitin:
    Warunki pogodowe były złe – pokrywa mgły była prawie kompletna. Szacunkowa widoczności 400 metrów, podczas gdy norma od 1000.

    Władimir Putin: normą jest 1000?

    Igor Levitin: 1000 metrów.

    Władimir Putin: A widoczność była 400?

    Igor Levitin: Tak, a pilot został ostrzeżony o złych warunków pogodowych. Rozmowa była w języku rosyjskim. Teraz chcemy, aby potwierdzić to wszystko na skrzynkach – jak to wszystko się stało. Ale był powiadomiony o trudnych warunkach atmosferycznych.

    Władimir Putin: pilot podjął decyzję, aby kontynuować?
    ===

    Do tak skleconego scenariusza wydarzen ow IŁ pasował idealnie. Wot kontrolery odmówiły mu zgody a Poljaki zasarzowali.

    Wróblewski z GW wskazuje na rosyjskie inspiracje „kłamstw pierwszych chwil” choc oczywiscie ani ich tak nie nazywa ani nie poddaje ich w watpliwosc.

    Dodatkowy smaczek notki Wróblewskiego to opinia ministra Skikorskiego:

    „W sobotę 10 kwietnia, tuż po tragedii, szef MSZ Radosław Sikorski powiedział „Gazecie”: – Mamy czarne skrzynki, wstrzymajmy się ze spekulacjami.”

    Pan Sikorski wyraźnie jest na posterunku i to juz „tuż po tragedii”.

    Tekst Wróblewskiego jest tu:

    http://wyborcza.pl/1,76842,7786172,Otworzcie_czarne_skrzynki.html

    nurni

    4 maja 2010 at 2:19 am

  11. Nie jestem jakims zdolnym pisarzem, choc bolkuje sie po sieci (zawsze pod tym samym nickiem) juz od 10 lat. Dlatego czesciej komentuje niz pisze. Na swoim blogu pisze nie o faktach ale raczej o intuicjach:

    http://fronda.pl/nurni_anonimowo/blog

    Nic ciekawego:)

    Zgadzamy sie niewatpliwie co do tego ze tzw swiat nic nie zrobi, palcem w bucie nie kiwnie. I to nie tylko dlatego ze obawia sie zadraznien z Rosją. Mysle ze jeszcze bardziej obawia sie wlasnej opinii publicznej która nie umialaby zrozumiec czemu utrzymuje sie stosunki z Rosją.

    Wszystkim wiedza o tym co sie stało pod |Smolenskiem jest dzis tak samo potrzebna jak potrzebna była informacja o znalezieniu grobów w Katyniu.

    nurni

    4 maja 2010 at 1:42 am

  12. Fifi, dziękuję. Zgadzam się z Tobą co do „zastraszania” ludzi. Sytuacja jest bardzo ciekawa. Co by się stało, gdyby oficjalnie ogłoszono, że to był zamach? Wojny Rosji wypowiedzieć nie możemy, bo dostaniemy lanie. NATO też tego nie zrobi, bo to by zaczęło następną wojnę światową. Po takim doświadczeniu żylibyśmy w poczuciu bezsilności, czulibyśmy się jak pobite psy. No i do tego wstyd, że nie możemy wyrównać rachunków. Czy naprawdę tak tęskinimy za wojną? Większość ludzi chce żyć w pokoju.

    Być może dlatego nasi politycy i prokuratorzy zgodzą się na „uproszczony” scenariusz, który wszystkim pozwoli wyjść z tej sytuacji „z twarzą”. Uzgadnianie i ustalanie oficjalnej wersji może się przeciągać w tym właśnie celu. Czekają, co „przecieknie” do wiadomości publicznej, jakie szczegóły zostaną odkryte, i dopiero wtedy spreparują tzw. wersję oficjalną, taką, na którą nie będzie haka.

    Nurni, ten szkic jest w Gazecie Prawnej, tutaj. Po lewej stronie są dwa grafiki, jeden po drugim. Musisz w nie kliknąć, żeby zobaczyć powiększenie. Jaki jest adres Twojego blogu? Z chęcią przeczytałbym Twoje spostrzeżenia i uwagi.

    autor

    4 maja 2010 at 1:24 am

  13. Bardzo się ciesze ze trafiłem na Twój blog, widze ze podnosisz w nim i moje watpliwosci. Chełpiąc sie nieco dodam ze piszesz o nich kilka dni póżniej – za to robisz to w sposób bardzo uporządkowany i syntetyczny. Czapka z głowy.

    Dorzuce pewną ciekawostkę. Przewertowałem strony dziennika.pl i nie ma tam juz wzmiankowanego artykułu z 12.04. ze screenem pokazującym ze Ił próbował lądować o 8:40. To oczywiscie moze byc przypadek. Niezwykle ważne jest (a raczej było) dokumentowanie i archiwizowanie wszelkich informacji z poczatków przekazów po katastrofie.

    Pytam wlasnie na twitterze jak by tu dotrzec do pani Włodarczyk która rozmawiała ze świadkami opowiadajacymi o samolocie który krązył 2 godziny ! nad lotniskiem. 2 godziny przed wypadkiem. Dosyc dlugo, prawda? Na tyle dlugo ze zdziwiło to wszak nawykle do widoku samolotów panie z salonu samochodowego.

    Prawda pierwszych chwil, bo twierdze ze czeka nas legendowanie calego wydarzenia, jest bardzo istotna. Minister Szojgu to nie jakis tam internauta. Sprawdził zanim powiedział publicznie Putinowi ze „samolot zniknął z radarów o 10:50 (czyli 8:50).

    Zdania wypowiadane przez Sikorskiego nie maja żadnego znaczenia.

    Dodaje Twoj blog do ulubionych i czekam na kolejne wpisy.

    Serdecznie pozdrawiam.

    nurni

    4 maja 2010 at 12:54 am

  14. Bardzo cenię rozważania ujęte na tej stronie: autor, co dziś niezmiernie rzadkie, odróżnia fakty od intepretacji, odróżnia to co wiadome, od tego co przypuszczane, podejmuje formułowanie hipotez na ostrożny sposób – adekwatnie do ilości dowodów. Trzeba zadawać pytania, trzeba mieć wątpliwości – byle w inteligentny sposób! Trzeba też je zadawać tak, by nie straszyć ludzi, rozumiejąc mechanizmy społeczne.
    Wszystkie wersje są równie prawdopodobne. Prawdopodobnie będą się z sobą na pewnych poziomach łączyć i z siebie wynikać, w pewnych momentach współgrać. Najważniejsza jest praprzyczyna gwałtownej utraty wysokości – tu żadnego znaczenia nie ma ani mgła ani żałosny stan lotniska. Samolot pędził 2,5 m nad ziemią, potem nieco się podniósł, pilot zapewne miał szanse uratować sytuację, gdyby nie te wysokie i grube brzozy (o ile praprzyczyna spadku wysokości ustała). Próby ratowania sytuacji są związane z doświadczeniem pilota, ze szkoleniami, odpornością psychiczną, z procedurami etc. Druga potężnie istotną sprawą jest wyjaśnienie chaosu na lotnisku w momencie katastrofy i tuż po niej, sprzeczne wyjaśnienia, sprzeczne godziny. Poznamy prawdę.

    fifi

    3 maja 2010 at 10:43 pm

  15. Co mnie u Pana Gąsienicy dziwi to fakt, że obstaje przy jednej wersji wypadku odrzucając inne wersje, które w tej chwili (z braku dowodów) są jednakowo prawdopodobne. (Choć jeszcze kilka dni temu twierdził, że TU-154 i IŁ-76 lądowały w Smoleńsku jednocześnie z dwóch przeciwnych kierunków, jeden ze wschodu, drugi z zachodu.)

    To prawda że na niektórych blogach wypowiadają się kompetentni ludzie (łącznie z autorem oficjalnego instruktarzu pilotowania TU-154), którzy twierdzą, że polski pilot miał za mało wylatanych godzin aby można go było uznać za „doświadczonego”. Ale to nie dowodzi, że 10 kwietnia popełnił pomyłkę. Inni doświadczeni piloci twierdzą, że nawet mgła, mało wylatanych godzin i złe wyposażenie lotniska nie tłumaczą dlaczego TU-154, lecąc na wysokościomierz i będąc na prawidłowej wysokości podejścia, w odległości 2000 m od progu pasa nagle gwałtownie zanurkował i spadł 60 m poniżej ścieżki lądowania. To właśnie ta utrata wysokości w efekcie spowodowała wypadek.

    Ja nie wiem, jaka była przyczyna tego manewru. Być może nigdy się tego nie dowiem. Na razie wszyscy poruszamy się w sferze hipotez. Jako wykształcony człowiek, Pan Gasienica na pewno słyszał o metodologii naukowej i o różnicy między hipotezą a teorią. Na sformułowanie teorii potrzebne są dowody. Tych, jak przyznały prokuratury w swoim Komunikacie z 29 kwietnia, jeszcze nie mamy.

    W związku z tym, w chwili obecnej nie ma hipotez lepszych i gorszych. To, że jakiś minister coś tam powiedział mogło być spowodowane zwyczajnymi rozgrywkami politycznymi albo chęcią uciszenia niewygodnych wersji wypadku. Na dzień dzisiejszy nikt (oficjalnie) nie ma dowodów na potwierdzenie żadnej konkretnej wersji. Zadajemy pytania i ustalamy fakty po to aby utrudnić ich przemilczenie lub przekłamanie. Ci, którzy twierdzą, że znają przyczynę wypadku, albo mają problem z własnym ego, albo mają powód żeby niewygodne wersje zatuszować.

    autor

    3 maja 2010 at 8:55 pm

  16. Ma sens, to o czym piszesz. Nie podejrzewając spisku i celowości w wyjściu Iła na spotkanie TU-154, ignorując sprawy polityczne (tego nie można brać pod uwagę w dochodzeniu, liczą się tylko fakty i momenty w których się zdarzyły) fakty 100 procentowe są takie: moment zerwania linii elektrycznych o 8:39 to fakt niezaprzeczalny. Informacja z 10.04, jaka pojawiła się już od początku we wszystkich mediach rosyjskich i polskich, że Tupolew rozbił się o 8:56 a IŁ-76 15 minut wcześniej czyli o 8.40 wycofał się z pasa/nie dostał zgody na lądowanie (wszystkie media to podały! mam to na uwadze od tamtej soboty!). Jest możliwe, że o 8:56 z radarów zniknął IŁ odpływając w siną dal, nie TU-174 . O 8:40 tupolew już nie istniał, nic dziwnego, że obsługa naziemna nie dostawała komunikatów z pokładu i nie potrafi wytłumaczyć dlaczego pilot milczał. Dlatego JAK-40 również stracił kontakt z załogą. W jednej chwili lądowania próbowały dokonać dwa samoloty. Lotnisko się pogubiło zarówno w tamtym kluczowym momencie, jak i póżniej w zeznaniach i dociekaniach. Czy był pomyłką sąd, że Tupolew zniknął z radarów o 8:56, (a mógł to być właśnie IŁ? Czy podano celowo późniejszy moment tragedii TU-154, by oddalić możliwość skojarzenia kołowania obu jednocześnie??? Te sprzeczne dane o momencie katastrofy i ilości kołowań, ilości prób lądowania TU-154 mogą wynikać z tego, że naprawdę działy się przez moment rzeczy będące poza kontrolą obsługi naziemnej, i dla niej niezrozumiałe. Kontrolerzy próbowali to wytłumaczyć również sobie samym, gubili się w zeznaniach. W sprawie podania czasu katastrofy możemy mieć do czynienia z próbą zatuszowania błędów technicznych kontrolerów, niedbalstwa, potężnej pomyłki. Jeśli jest wykluczone, by zaistniały aż tak kardynalne błędy obsługi naziemnej, to pozostaje wersja celowego działania w powietrzu osób trzecich, zmuszenia TU-154 do niebezpiecznych manewrów przez IŁ wojskowy. Czy przypadkowych, niespodziewanych czy celowych?? Biedni ci pracownicy lotniska.

    fifi

    3 maja 2010 at 6:06 pm

  17. Jeszcze jedna opinia, znaleziona na forum wirtualnapolonia.com, tym razem pochodząca z Francji, podtrzymująca tezę (którą już czytałem na jakimś rosyjskim forum pilotów TU 154), że pilot TU 154 w wieku lat 36 to jeszcze „żółtodziób”. Co tłumaczy i sam wypadek w Smoleńsku i obrazuje przy okazji jaka jest sytuacja w armii polskiej, przypominającej (wyszkoloną przez instruktorów z USA i Izraela) armię gruzińską w sierpniu 2008 roku.

    Kibic powiedział/a
    2010-05-03 @ 16:40

    Jedyna watpliwosc…

    Jedyna faktyczna watpliwoscia, zdaniem mych rozmowcow, jest pytanie o powod dla ktorego piloci w tak trudnych warunkach panujacych w Smolensku podejmowali probe ladowania (?).
    Wiekszosc innych “watpliwosci” – rozpatrujac je w oderwaniu od zwiazkow miedzy nimi – daje sie stosunkowo latwo wytlumaczyc.
    Przykladowo: lot na malej wysokosci: TYPOWE dla wojskowych (na malych samolotach) poszukiwanie widocznosci ziemi. Czy mozna tak latac duzymi maszynami(?) – to inna sprawa.
    Z kim rozmawialem…(?)
    Mieszkam kilka kilometrow od pasa bazy N°112.
    Bazy od lat stanowiacej oslone Francji od wschodu.
    Za sasiadow mam pilotow i mechanikow z ktorymi czesto dyskutuje (uczylem ich dzieci)
    Mam przyjaciela (uczyl mnie przed laty pilotazu), ktory wylatal ponad dwadziescia tysiecy godzin. Latal w “Patrolu Francji” (to ich ogladamy 14 lipca gdy dokonuja ewolucji nad Paryzem), byl pilotem wielu dyktatorow afrykanskich, uczyl – jako instruktor – ladowan i startow na zboczach gor ( w Alpach w Courchevel ).
    On jest zdumiony, ze 36 latkowie majacy gora cztery tysiace godzin w powietrzu woza wazne osobistosci. Z jego punktu widzenia, nawet jesli sa zdolni to…sa zoltodzioby (wlasnie tacy trafiali do niego – piecdziesieciolatka – na nauke startow i ladowan).
    Jak mgla i brak przyrzadow do automatycznego ladowania to…nalezy uciekac na inne lotnisko.
    Wyjatek: brak paliwa. Wowczas szuka sie utwardzonej drogi, duzego pola lub…rzeki. Szuka sie ladowiska, ktore mozna objac wzrokiem!

    Kibic
    z Reims, 3.05.2010

    Gasienica

    3 maja 2010 at 5:15 pm

  18. ‚Autor’ napisał odnośnie opinii min. Sikorskiego:

    „Pogoda, prymitywne lotnisko, błąd pilota (czyli) Żadnych dowodów, żadnych argumentów merytorycznych.”

    Tymczasem na blogu „smolensk forum” znajdujemy takie informacje:

    Я сам хорошо видел этот туман. Утром 10 апреля я собирался сделать фотографии набережной Днепра. Но в 8 утра, глянув в окно, никуда не пошел, поскольку все уже было в легком тумане. А после 10 часов он еще больше усилился. Я в окно плохо видел соседний дом. Об этом тумане писали посетители «Смоленского форума». Например, Вelikov в 11:30 написал, что с 9-го этажа плохо видит землю — ссылка. Туман накрыл весь город. Об этом свидетельствуют сообщения посетителей «Смоленского форума». ”

    itd. Na blogu pokazana jest mapka miejsc w Smoleńsku, z których autor otrzymał informację, że jest mgła. A zatem mgła była nad całym rozległym smoleńskiem, nie tylko nad lotniskiem. Pokazane jest też zdjęcie dużej cerkwi w Smoleńsku, której szczyty kopuł nikną we mgle. Być może było ono rzeczywiście zrobione 19 kwietnia przed południem.

    1. A więc teza min. Sikorskiego o bardzo złych warunkach atmosferycznych jest w pełni potwierdzona przez autora smoleńskiego blogu, na którego autorytet powołuje się sam „autor” strony Kozidryngiel, przy okazji dokumentowania błędu podania czasu upadku samolotu.

    2. Stwierdzenie min. Sikorskiego o tym, że aeroport w Smoleńsku nie miał najnowszych instalacji naprowadzających jest banałem, potwierdzonym i przez stronę rosyjską i polską i zapewne ma ono potwierdzenie w międzynarodowej charakterystyce tego, jak się okazuje jednego z najstarszych w ZSRR (otwarte już w 1921 roku) lotniska.

    3. W sytuacji gdy nie ma po temu odpowiednich warunków (1. pogody i 2. odpowiedniego sprzętu naprowadzającego na lotnisku) to doświadczeni piloci cywilni nie podejmują ryzyka lądowania (jak jeden z nich w Polsce oficjalnie powiedział, gdyby nawet wylądował samolotem pasażerskim w podobnych warunkach na posiadającym najnowsze środki naprowadzające lotnisku, to nie tylko utraciłby pracę, ale mógłby spodziewać się rozprawy sądowej, o narażanie pasażerów na niebezpieczeństwo.) Załoga prezydenckiego TU 154 podjęła ryzyko lądowania na prymitywnym lotnisku w przy b. złej pogodzie, a zatem KATASTROFA WYNIKŁA Z BŁĘDNEJ OCENY SYTUACJI PRZEZ PILOTA.

    c.b.d.o. , czasami i polskiemu ministrowi potrafi się „wypsnąć” SŁOWO PRAWDY – ale wtedy ludzie ślepo wierzący w tzw. Opatrzność nie chcą w tę prawdę uwierzyć.

    Gasienica

    3 maja 2010 at 3:34 pm

  19. Akurat najmniej wiarygodny środek masowego przekazu – „Manipulation Room” sjonisty Wolfa Blitzera. Mówią prawdę tylko wtedy kiedy się pomylą. Nie rozumiem co w tym takiego wielkiego, prócz tego, że „Hamerykańske”.

    Sikorski rozpoczyna swoją wypowiedź słowami: „Moim zdaniem…” Pogoda, prymitywne lotnisko, błąd pilota. Tak jakby to były już wszystkie możliwe scenariusze. Żadnych dowodów, żadnych argumentów merytorycznych. „Moim zdaniem…”

    Tymczasem w komunikacie z 29 kwietnia, obie polskie prokuratury prowadzące w tej sprawie śledztwo stwierdzają, że odpowiedzi na większość pytań będą możliwe dopiero po otrzymaniu stosownych materiałów z Rosji (o które stosownie już wystąpiono, ale ich stosownie jeszcze nie otrzymano). Jednocześnie, zupełnie bezpodstawnie, ten sam komunikat wyklucza jakąkolwiek „winę” po stronie IŁa-76. Teraz, Radosław „Moim Zdaniem” Sikorski odcina możliwość jakiejkolwiek winy po stronie obsługi smoleńskiego lotniska i jakąkolwiek możliwość „celowego działania”.

    Powiem szczerze – byłbym w stanie uwierzyć, że to był zwykły wypadek, gdyby nie te oczywiste matactwa. Dziwię się tym wypowiedziom bo świadczą one albo o tym, że jak ruskie tupną to polskie w portki walą, albo o tym, że w Polsce jest więcej rozwiedki niż myślałem, albo wreszcie o tym, że jesteśmy świadkami skutków jakiejś masowej, ogłupiającej broni elektromagnetycznej.

    No, może się trochę zgalopowałem. Ale chcąc widzieć głębię obrazu czyli perspektywę, trzeba mieć oba oczy otwarte. Patrząc tylko jednym, widzi się obraz płaski, zaledwie powierzchnię.

    Sugeruję, abyśmy nie wyciągali końcowych wniosków, dopóki wszystkie dane nie będą dostępne. Póki co, wszystkie opcje są jednakowo prawdopodobne.

    autor

    3 maja 2010 at 1:03 pm

  20. Zdarzyło się, że polski minister nareszcie mówił do rzeczy w… CNN

    Jeśli chodzi o bezpośrednią przyczynę katastrofy, to już bardzo autorytatywną odpowiedź usłyszeli (lub przeczytali) odbiorcy programów CNN oraz dużych zagranicznych stron internetowych. Ja sam, przeglądając białoruski portal http://news.tut.by/world/168853.html trafiłem na sobotni, 1-majowy wywiad dla CNN ministra Spraw Zagranicznych, Radosława Sikorskiego. Sprawdziłem przez Google.pl czy jest coś na temat tego wywiadu w polskiej prasie. I okazało się że w Internecie można znaleźć ślad tego odważnego wystąpienia, po angielsku, ministra Sikorskiego. Patrz:
    http://www.psz.pl/tekst-30506/Sikorski-w-CNN-O-tarczy-antyrakietowej-i-tragedii-pod-Smolenskiem
    oraz na http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7836416,Sikorski_dla_CNN__W_Polsce_wcale_nie_ma_nieufnosci.html

    „Przebywający w Waszyngtonie szef polskiej dyplomacji wystąpił w programie „Situation Room” Wolfa Blitzera. Dziennikarz CNN przekazał Polakom kondolencje i zapytał Sikorskiego czy już wiadomo co było przyczyną katastrofy w Smoleńsku. „Moim zdaniem była to kombinacja nadzwyczaj złej pogody, dość prymitywnego lotniska oraz błędu pilota. Jestem przekonany, że wspólna
    polsko-rosyjska komisja dotrze do prawdy” – odpowiedział Sikorski.

    Minister odrzucił sugestie, że wypadek w Smoleńsku mógł być wynikiem celowego działania. „Zawsze pojawiają się teorie spiskowe jednak tym razem nie są one poważne. Nie ma na to najmniejszego dowodu” – powiedział szef polskiej dyplomacji.”

    No i nareszcie ktoś z władz III RP wypowiedział się do rzeczy – ale formalnie nie bezpośrednio do Polaków, tylko do „globalistów”.

    Gasienica

    3 maja 2010 at 10:23 am

  21. Według oficjalnych informacji, otrzymali zalecenie aby, ze względu na warunki, udać się na inne lotnisko (Mińsk albo Moskwa – oba ponad 300 km od Katynia). Prawdopodobnie nie chcieli się spóźnić na uroczystości w Katyniu. (Prestiż?)

    autor

    2 maja 2010 at 9:51 pm

  22. Cały wielo-częściowy raport zaczyna się tutaj:

    Wersja rosyjska
    Wersja angielska – (tłumaczenie Googla)
    Wersja polska – (w tumaczeniu)
    Wersja niemiecka – (w tumaczeniu)

    Tekst jest codziennie uzupełniany, nowe części są dodawane, stare wpisy są modyfikowane na żywo.

    (Podana przez MG strona jest siódmą częścią tego opracowania.)

    Autorem tych tekstów jest Siergej Amelin, mieszkaniec Smoleńska i członek smoleńskiego forum internetowego Forum.Smolensk.ws.

    Jedna z grup dyskusyjnych na tym forum poświęcona jest katastrofie samolotu Prezydenta Kaczyńskiego – (rosyjska wersja) (angielska wersja). Ta dyskusja ma już ponad 600 stron. Biorą w niej udział mieszkańcy Smoleńska, wielu byłych pilotów, meteorologów, itd.

    To właśnie z tej dyskusji rodzi się opracowanie Amelina. Amelin jest również autorem większości zamieszczonych tam zdjęć i szkiców. On też pierwszy uzyskał i opublikował informację o czasie zerwania linii elektrycznej, która pozwoliła na ustalenie najbardziej prawdopodobnego czasu katastrofy.

    autor

    2 maja 2010 at 9:30 pm

  23. Doskonałe opracowanie szczegółów tej katastrofy (po rosyjsku oraz angielsku), a także szczegółowy, ilustrowany zdjęciami połamanych drzew i krzewów przebieg „odwracania się do góry kołami” TU 154 próbującego się unieść w górę z ułamanym skrzydłem, jest do znalezienia na adresie wskazanym przez autora „Czasu katastrofy w Smoleńsku”: http://smolensk.ws/blog/176.html . Z przytoczonych na tym blogu warunków pogodowych zaobserwowanych podówczas w Smoleńsku (z 9 piętra już nie było widać ziemi pod domem) wynika kolejna zagadka: mianowicie CO PODKUSIŁO ZAŁOGĘ, by w tak bardzo niesprzyjających warunkach, przy ostrzeżeniach z wielu źródeł, w tym od załogi polskiego JAK 40, JEDNAK SPRÓBOWAĆ LĄDOWAĆ? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna, gdyż przy tak postawionym pytaniu jest obojętne, czy ta około 1 godzinna, bardzo gęsta mgła na Smoleńskiem była zjawiskiem naturalnym, czy też była ona w jakiś sztuczny sposób sprowokowana.

    Obawiam się, że na to zasadnicze pytanie nie dostaniemy odpowiedzi nawet za pół roku, jak to obiecuje obecnie Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. A gdy prezydentem zostanie (nie daj Boże!) Jarosław Kaczyński, to i za pięć lat wciąż będziemy błąkać się we mgle domysłów i nieuzasadnionych (sądownie karalnych, jak negacja Holocaustu?) teorii spiskowych.

    MG

    Gasienica

    2 maja 2010 at 9:15 pm

  24. Miskidomleka, być może masz rację. Ja nie twierdzę, że doszło do „fizycznego” kontaktu, choć zapewne istnieje taka możliwość. Technik „zdalnego” zakłócenia lotu jest z pewnością wiele, jak wiadomo samoloty wojskowe mogą nawet zmusić samolot do lądowania. Nie bez znaczenia jest też fakt, że nasz TU-154M był w remoncie w Rosji, zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Mógł to także być zwykły „wypadek przy pracy”, który teraz próbuje się zatuszować. Piszę to po to, żeby pokazać, że taka wersja mogła teoretycznie i praktycznie zaistnieć i nie należy jej a priori pomijać w oficjalnym dochodzeniu..

    Co jest podejrzane i wymaga wyjaśnienia, to duże prawdopodobieństwo jednoczesnej obecności w tym rejonie dwóch samolotów. Tym bardziej, że IŁ-76 jest podejrzany o krążenie nad lotniskiem przez dłuższy czas, tak jakby na coś czekał. Według kilku doniesień (popartych informacjami uzyskanymi od świadków), jakiś samolot krążył nad lotniskiem przez długi czas przed przybyciem TU-154M. Na pewno nie był nim TU-154 – „dwie godziny” wcześniej był jeszcze w Polsce. Nie był to JAK-40, kóry już był na ziemi. Pozostaje więc tylko IŁ-76. O żadnych innych samolotach obecnych nad lotniskiem smoleńskim przed katastrofą (tego dnia) nie donoszono.

    Próby zaprzeczenia jednoczesnej obecności obu samolotów nad lotniskiem w Smoleńsku przed uzyskaniem dowodów na tą okoliczność, wzbudzają dodatkowe podejrzenia. No i fakt, że nie można ustalić dokładnej godziny wypadku zanim nie „skoordynuje się” wszystkich innych części tej historyjki – (?).

    autor

    2 maja 2010 at 8:46 pm

  25. Moim zdaniem wymuszenie kolizji w powietrzu byłoby wyjątkowo idiotyczną metodą zrobienia zamachu, po takich kolizjach bardzo często rozbijają się oba samoloty.

    miskidomleka

    2 maja 2010 at 8:01 pm

  26. No nie. Właśnie o to mogło chodzić, aby wpisać w naszą świadomość, że IŁ-76 był tam o 8.40, a TU-154 o 8.56, czyli nie w tym samym czasie. Poza tym, Gazeta Prawna mogła zestawić te dwie informacje z różnych źródeł.

    Nie bardzo jestem pewny tego, czy IŁ-76 rzeczywiście lądował. Nie widziałem przekonywujących dowodów na to. Piloci Jaka-40 mogli go nie widzieć, jeśli po porostu odleciał w gęstej mgle, nie zniżając się do pasa startowego. W tym przypadku nikt by go nie słyszał, bo odgłos jego silników zlewałby się z głosem silników TU-154 i z hałasem spowodowanym katastrofą. Jeśli rzeczywiście go widziano jak przed krytycznym momentem próbował „siadać” to w przypadku dobrze zorganizowanej akcji mógł to zrobić wcześniej, właśnie dla zmylenia świadków. Przecież takiej akcji nie organizowali by amatorzy.

    Według świadków jakiś samolot krążył nad lotniskiem „długo” (video) / przez „dwie godziny” przed katastrofą, co było dostatecznie długo aby np. „rozsiać” mgłę, wykonać zmyłkową próbę lądowania, i ustawić się do wykonania zadania. Znów gdybanie…

    autor

    2 maja 2010 at 2:35 pm

  27. Na rzeczonym szkicu w Gazecie Prawnej moment katastrofy jest oceniony na 8.56 czasu polskiego. Jeśli to była rosyjska „zmyłka” to i moment nie wydania zgody na lądowanie IŁ 76 (8.40) też może być zmyłkowy. Gdyby – jak ja to przed godziną postulowałem – nieudane lądowanie IŁ 76 wpłynęło na zmianę kursu polskiego TU 154, to osoby na lotnisku usłyszały by huk katastrofy około w minutę po nieudanej próbie lądowania IŁ-a. Na pewno powstały by u nich tych zjawisk skojarzenia. Ale polscy piloci JAK 40 takich skojarzeń nie poczynili. Co zaprzecza (autora i mej własnej) hipotezie o równoczesnej próbie lądowania obu samolotów.

    Sprawa cofnięcia, aż o 15 minut pierwotnie podanego przez stronę rosyjską (oraz polską) czasu katastrofy jest bardzo tajemnicza.

    Gasienica

    2 maja 2010 at 1:49 pm

  28. Nie bardzo wyobrażam sobie jak można uciec w bok z drugim (większym) samolotem „na dachu”, mając tylko kilkanaście sekund (900 m) do przeciwległego stoku dolinki i próbując opanować zachwiany lot samolotu. TU-154 to nie myśliwiec, który szybko reaguje na stery.

    Na razie sobie „gdybamy”, co jest dopuszczalne z braku dowodów. Jednak w przypadku zorganizowanego i celowego „zamachu”, IŁ-76 miałby na pokładzie urządzenia elektroniczne zakłócające radar TU-154 albo urządzenia, które czyniły by go niewidocznym na radarze TU-154. Takie możliwości techniczne istnieją.

    Tu-154 był poniżej poziomu lotniska tylko przez około 10 sekund (w przybliżeniu między 1300m i 700m przed progiem pasa). W tej sytuacji, oba samoloty musiały by widzieć się na radarach wcześniej i musiałyby wzajemnie wiedzieć o swojej obecności, kursie, itd.

    Wersja, według której oba samoloty chciałyby wymusić prawo lądowania zakłada, że musiały być świadome obecności „tego drugiego”, czyli musiałyby się widzieć na radarze. Nie wierzę, żeby piloci świadomie podjęli takie ryzyko na pasie który ma 49 m szerokości i przy rozpiętości skrzydeł obu samolotów ponad 40 m, nawet jeśli nie byłoby mgły.

    autor

    2 maja 2010 at 11:48 am

  29. W wypadku próby „przyduszenia”, polski samolot winien natychmiast uciekać w bok i jak najdalej od lotniska – więc chyba to nie była przyczyna obniżenia poziomu nadlotu. Najbardziej prawdopodobna to to, że piloci TU 154 „szukali (widoku) ziemi”, już wypuścili podwozie, itd.

    Pozatem oba samoloty winny się nawzajem widzieć na radarach nadlatując z tej samej strony — i tylko w wypadku zbyt niskiego nadlotu od wschodu samolot lądujący od zachodu był niewidoczny i na odwrót. Być może oba chciały – jako iż oba były „wojskowe” i „rządowe” — wymusić prawo lądowania, co już się zdarzyło na lotnisku w Tenerife gdzie zginęło ponad 500 osób.

    Pozdrowienia,

    MG

    Gasienica

    2 maja 2010 at 11:22 am

  30. Jest jeszcze taka możliwość, że oba podchodziły do lądowanie w tym samym kierunku, ze wschodu na zachód. Tu-154 niżej, IŁ-76 nieznacznie wyżej. Oba obniżały lot. W tej sytuacji mogło nawet dojść do (przypadkowej lub celowej) kolizji, podczas której IŁ-76 „przydusił” i „zepchnął” TU-154 w dół. To tłumaczyłoby gwałtowne obniżenie lotu przez TU-154, zapoczątkowane około 2000 m przed progiem lotniska – dokładnie na początku dolinki, w którą w rezultacie „wpadł”. Inna możliwość – IŁ-76 „przydusił” TU-154 bez kolizji. TU-154, widząc go, obniżył lot dla uniknięcia kolizji.

    Wersja, według której oba samoloty nadlatywały z dwóch przeciwnych kierunków nie tłumaczy dlaczego TU-154M wcześniej gwałtownie obniżył lot między 2000 a 1100 metrów od progu pasa lotniska, schodząc co najmniej 50 m poniżej normalnej „ścieżki” lądowania. To właśnie spowodowało, że nie był później w stanie wznieść się wystarczająco, kiedy doleciał do skarpy po przeciwnej stronie dolinki.

    Mówiąc między nami, gdybym ja miał wykonać taki „zamach” to właśnie zrobiłbym to lecąc nad moim celem, a nie naprzeciw niemu. Zakładając, że była gęsta mgła (prawdziwa lub sztuczna) – a mgła została potwierdzona przez mieszkańców Smoleńska – nikt takiego manewru z ziemi by nie zauważył. Przy tym, po próbie „przyduszenia” TU-154, IŁ-76 mógł sam mieć kłopoty z wysokością, przez co mógł „spaść” na płytę lotniska, odbić się, i odlecieć.

    Przy tej wersji, nie można byłoby słuchowo wyłapać obecności dwóch samolotów – dźwięk ich silników zlewałby się. To mogłoby także wytłumaczyć spostrzeżenia świadków, według których silniki samolotu brzmiały głośno i dziwnie.

    Zakrawa to trochę na teorię spiskową (czego na 100% wykluczyć się nie da). Ale nie. Taka sytuacja mogła też zdarzyć się przypadkowo. Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

    autor

    2 maja 2010 at 11:05 am

  31. Autor we wcześniej nadesłanym mi emailu napisał, że w momencie katastrofy wiał wiatr od wschodu ok. 10 m/sek i że pilot TU 154 podchodził do lądowania w sposób nietypowy też od wschodu, od strony „nizinki” leżącej w odległości 1-3 kilometrów przed wschodnim brzegiem pasa startowego i ok. 50 metrów poniżej jego początku.

    Co więcej, ten pas startowy w Smoleńsku nie jest poziomy, tylko lekko nachylony w kierunku zachodnim. (Co widać na pokazywanych w internecie przekrojach terenu.)

    Załóżmy, że w tym samym czasie od „normalnej”, przy wschodnim kierunku wiatru strony, zaczął podchodzić, tuż przed godz. 10.40 lokalnego czasu, ten IŁ 76. Wskutek tego, że początek pasa od strony zachodniej jest obniżony o blisko. 20 metrów w stosunku do jego wschodniego krańca oraz wskutek tego, że TU 154 leciał ostatnie 3 km 50 metrów nad ziemią, praktycznie poniżej wschodniego brzegu pasa startowego, oba samoloty nie mogły się nawzajem zobaczyć, w tym krótkim okresie, na swych radarach. „Zobaczyły się” (na radarach, bo widoczność była tylko 500 m) dopiero w momencie gdy TU 154 był ok. 1 km od wschodniego brzegu pasa startowego, a IŁ 74 właśnie lądował. I oba wykonały manewr wymijający – jak podawali naoczni świadkowie na lotnisku, „IŁ 74 nagle zachwiał się, położył na skrzydło prawie dotykając ziemi i odleciał”, TU 154 zrobił to samo, ale że był już za nisko, w momencie nagłego skrętu utracił jeszcze wysokość („ześlizgnął na skrzydło” tak jak to było w wypadku CASA w styczniu 2008) zahaczył o grube drzewo, na lewo od czystej przestrzeni nadlotu ze wschodu, próbował jeszcze wzbić się w górę, ale pochylony prawie o 45 stopni nie utrzymał się długo w powietrzu i runął kapotując „kołami do góry” totalne rozbijając kabinę.

    Bardzo ciekawa hipoteza – tłumacząca wiele tajemnic tego tajemniczego śledztwa.

    Gasienica

    2 maja 2010 at 8:28 am


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: